Bez kategorii

#23 Obudź się Ewangelią 19-03-2020 ks. Krzysztof Drews Ludzie Pełni Życia

Dziś swoją refleksją na temat Ewangelii Ewangelia J 9, 1-41 z 4 niedzieli Wielkiego Postu przedstawia ks. Krzysztof Drews.

Widzisz, czy jesteś ślepy na potrzeby innych? Czy widzisz w drugim człowieku Jezusa? Sprawdź czy wokół Ciebie nie ma kogoś kto potrzebuje pomocy.

Ewangelia
Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?” Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata”. To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloam” – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: „Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?” Jedni twierdzili: „Tak, to jest ten”, a inni przeczyli: „Nie, jest tylko do tamtego podobny”. On zaś mówił: „To ja jestem”. Mówili więc do niego: „Jakżeż oczy ci się otworzyły?” On odpowiedział: „Człowiek, zwany Jezusem, uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: „Idź do sadzawki Siloam i obmyj się”. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem”. Rzekli do niego: „Gdzież On jest?” Odrzekł: „Nie wiem”. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: „Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: „Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu”. Inni powiedzieli: „Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?” I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: „A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?” Odpowiedział: „To prorok”. Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: „Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?” Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: „Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomy. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi; nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, będzie mówił sam za siebie”. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: „Ma swoje lata, jego samego zapytajcie”. Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: „Oddaj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem”. Na to odpowiedział: „Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę”. Rzekli więc do niego: „Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?” Odpowiedział im: „Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?” Wówczas go obrzucili obelgami i rzekli: „To ty jesteś Jego uczniem, a my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś, to nie wiemy, skąd pochodzi”. Na to odpowiedział im ów człowiek: „W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić”. Rzekli mu w odpowiedzi: „Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?” I wyrzucili go precz. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?” On odpowiedział: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?” Rzekł do niego Jezus: „Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”. On zaś odpowiedział: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon. A Jezus rzekł: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: „Czyż i my jesteśmy niewidomi?” Jezus powiedział do nich: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal”.

Czy już jesteśmy robotami?

Co ja tu właściwie robię? – pomyślałem, kiedy przechodziliśmy przez krzaki, które były ode mnie wyższe jakieś pół metra, a jestem wysoki.

Dochodzi już prawie północ, a ja przedzieram się przez jakieś chaszcze? Nie wiadomo gdzie?

Na szczęście nie byłem sam.

Podzieliliśmy się na 2 grupy.

Jeśli zapytasz mnie, gdzie jest ta druga grupa, to nie mam zielonego pojęcia. Prowadził ktoś inny. Byłem już zbyt zmęczony, żeby coś ogarniać.  Za mną 3-godzinny marsz przez lasy, krzaki i pola.

Było nas sześciu. Prowadzili nas ojciec Wojtek razem z Radkiem. Mieli mapy, ale i tak miałem wrażenie, że już od jakiegoś czasu idziemy inaczej, niż powinniśmy.

Szedłem za nimi powoli, ale w głębi serca cieszyłem się. Tego właśnie potrzebowałem. Dlatego właśnie przyjechałem na kolejny Weekend Ojców, żeby wyrwać się z codzienności. Pochodzić po lesie i uciec od miasta. Zostawić choć na chwilę pracę, firmę, obowiązki. Oderwać się zupełnie, zmęczyć podczas nocnych wędrówek i poczuć się wolnym. Być po prostu tu i teraz.

Udało się.

To są takie chwile, kiedy po prostu czujesz, że żyjesz. Że jesteś sobą TYM PRAWDZIWYM, a nie tym, za kogo cię uważają. Sam ze sobą. Nie musisz nikomu udowadniać, jaki jesteś. Bierzesz wszystko na klatę i idziesz dalej. Zmęczony, ale szczęśliwy.

Kiedy ostatnio tak się czułeś?

Dlaczego pozawalamy sobie na to, żeby to nam zabrano? To uczucie bycia zupełnie wolnym bez ograniczeń? Dlaczego musimy wyjeżdżać poza miasto, żeby to poczuć kolejny raz?

Mówiliśmy na ostatnim Weekendzie, że jesteśmy już jak roboty. Potrzebujemy „ładować akumulatory” i się resetować np. po pracy.

Siadamy do komputerów, konsoli czy telefonów i zatapiamy się, jak to nazywał Mark Gungor, w naszych „nothing boxach”. Co stało się z nami, że po powrocie do domu pierwsze, co musimy zrobić, to „reset”?

Czy to jeszcze jesteśmy my? Czy ktoś zaprogramował nas w taki sposób? Czy całą naszą siłe i energię zostawiamy w pracy?

Po to właśnie przyjeżdżamy na Weekendy Ojców.

Żeby odpowiedzieć sobie na te pytania:

Kim jestem? Jakim jestem Ojcem?

Wiesz, to jest bardzo ciekawe, bo odpowiedzi na te pytania musisz sobie udzielić sam. Każdy z nas bez wyjątku. Nikt nie mówi nikomu, co ma robić. Powód jest bardzo prosty – każdy z nas jest inny. Każdy ma swoje życie. Każdy przeżywa je inaczej. Miał inną rodzinę pochodzenia, rodziców, rodzeństwo, lub właśnie ich nie miał i tak jak my, musi zmagać się z tym, aby być jak najlepszym ojcem i mężem dla swoich najbliższych. Bo tego właśnie chcemy.

To jest trochę jak walka.

Albo inaczej. To jest walka!

Trochę inna niż kiedyś. Kiedyś wróg był cielesny. Miał mundur lub zbroję i mimo wszystko – był realny. My żyjemy w świecie, w którym nie walczymy już z realnym wrogiem. My musimy walczyć z wrogiem, którego nie widać. Musimy walczyć o to, aby nasza rodzina miała z czego żyć. Musimy walczyć o to, żeby nasze dzieci wychowywały się w rodzinach z wartościami. Musimy walczyć o naszą relację z Żoną.

I na sam koniec musimy walczyć ze swoimi słabościami, żeby mieć siły na te wszystkie inne walki wymienione wcześniej.

Co w Twoim życiu daje Ci energię? Jak odpoczywasz? Jak bierzesz odpowiedzialność za życie swoje i swojej rodziny?

Odpowiedź na te pytania powie Ci o tym, jakim jesteś facetem.

X