Archiwum dla Lipiec 2019

Czy już jesteśmy robotami?

Co ja tu właściwie robię? – pomyślałem, kiedy przechodziliśmy przez krzaki, które były ode mnie wyższe jakieś pół metra, a jestem wysoki.

Dochodzi już prawie północ, a ja przedzieram się przez jakieś chaszcze? Nie wiadomo gdzie?

Na szczęście nie byłem sam.

Podzieliliśmy się na 2 grupy.

Jeśli zapytasz mnie, gdzie jest ta druga grupa, to nie mam zielonego pojęcia. Prowadził ktoś inny. Byłem już zbyt zmęczony, żeby coś ogarniać.  Za mną 3-godzinny marsz przez lasy, krzaki i pola.

Było nas sześciu. Prowadzili nas ojciec Wojtek razem z Radkiem. Mieli mapy, ale i tak miałem wrażenie, że już od jakiegoś czasu idziemy inaczej, niż powinniśmy.

Szedłem za nimi powoli, ale w głębi serca cieszyłem się. Tego właśnie potrzebowałem. Dlatego właśnie przyjechałem na kolejny Weekend Ojców, żeby wyrwać się z codzienności. Pochodzić po lesie i uciec od miasta. Zostawić choć na chwilę pracę, firmę, obowiązki. Oderwać się zupełnie, zmęczyć podczas nocnych wędrówek i poczuć się wolnym. Być po prostu tu i teraz.

Udało się.

To są takie chwile, kiedy po prostu czujesz, że żyjesz. Że jesteś sobą TYM PRAWDZIWYM, a nie tym, za kogo cię uważają. Sam ze sobą. Nie musisz nikomu udowadniać, jaki jesteś. Bierzesz wszystko na klatę i idziesz dalej. Zmęczony, ale szczęśliwy.

Kiedy ostatnio tak się czułeś?

Dlaczego pozawalamy sobie na to, żeby to nam zabrano? To uczucie bycia zupełnie wolnym bez ograniczeń? Dlaczego musimy wyjeżdżać poza miasto, żeby to poczuć kolejny raz?

Mówiliśmy na ostatnim Weekendzie, że jesteśmy już jak roboty. Potrzebujemy „ładować akumulatory” i się resetować np. po pracy.

Siadamy do komputerów, konsoli czy telefonów i zatapiamy się, jak to nazywał Mark Gungor, w naszych „nothing boxach”. Co stało się z nami, że po powrocie do domu pierwsze, co musimy zrobić, to „reset”?

Czy to jeszcze jesteśmy my? Czy ktoś zaprogramował nas w taki sposób? Czy całą naszą siłe i energię zostawiamy w pracy?

Po to właśnie przyjeżdżamy na Weekendy Ojców.

Żeby odpowiedzieć sobie na te pytania:

Kim jestem? Jakim jestem Ojcem?

Wiesz, to jest bardzo ciekawe, bo odpowiedzi na te pytania musisz sobie udzielić sam. Każdy z nas bez wyjątku. Nikt nie mówi nikomu, co ma robić. Powód jest bardzo prosty – każdy z nas jest inny. Każdy ma swoje życie. Każdy przeżywa je inaczej. Miał inną rodzinę pochodzenia, rodziców, rodzeństwo, lub właśnie ich nie miał i tak jak my, musi zmagać się z tym, aby być jak najlepszym ojcem i mężem dla swoich najbliższych. Bo tego właśnie chcemy.

To jest trochę jak walka.

Albo inaczej. To jest walka!

Trochę inna niż kiedyś. Kiedyś wróg był cielesny. Miał mundur lub zbroję i mimo wszystko – był realny. My żyjemy w świecie, w którym nie walczymy już z realnym wrogiem. My musimy walczyć z wrogiem, którego nie widać. Musimy walczyć o to, aby nasza rodzina miała z czego żyć. Musimy walczyć o to, żeby nasze dzieci wychowywały się w rodzinach z wartościami. Musimy walczyć o naszą relację z Żoną.

I na sam koniec musimy walczyć ze swoimi słabościami, żeby mieć siły na te wszystkie inne walki wymienione wcześniej.

Co w Twoim życiu daje Ci energię? Jak odpoczywasz? Jak bierzesz odpowiedzialność za życie swoje i swojej rodziny?

Odpowiedź na te pytania powie Ci o tym, jakim jesteś facetem.

NIE LUBIĘ KOBIET!

Nie lubię kobiet!

Tak twierdziłam jeszcze zupełnie niedawno.

No bo przecież wiadomo, że niby miłe, a obgadają.

Że niby chcą pomóc, a oceniają, że jestem słaba.

Bo niby empatia, ale spróbuj przyjść bez makijażu 😉

Od dziecka przyjaźniłam się z facetami. Jakoś tak samo wyszło. Czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że jak coś im powiem, to oni nikomu tego nie powtórzą. Było wesoło i fajnie.

Poszłam na studia, w międzyczasie skończyłam też szkołę wizażu. I zaczęłam pracować w perfumerii.

Szok!

Pochodzę z małej, kaszubskiej wsi. Perfumeria wydawała mi się wejściem w pachnący świat pięknych i inteligentnych ludzi. Oj, jak bardzo się myliłam!

Po pierwsze – same babki 😀 To naprawdę był szok 😀 Po drugie – makijaże bardzo często okazywały się spowiedziami z życia, a im piękniejsza kobieta przychodziła na makijaż, tym większe kompleksy w sobie nosiła. To było dla mnie niesamowicie odkrywcze.

Ja jestem dość szaloną edycją 😉 i w towarzystwie dystyngowanych kobiet, takich perfekcyjnych, czułam się jak mały Pikuś. Ale w tamtej pracy zrozumiałam, że to maska. Że one też noszą maski!

Wtedy jeszcze nie widziałam w tym odkryciu nic szczególnego…

Zawsze jednak starałam się mówić o pięknie, które widziałam w „moich Paniach”. Zazwyczaj były to oczy. Oczy są niesamowite! Czy Wy patrzycie ludziom w oczy? To wciąga, widać w nich duszę! Czasem doceniałam usta, czasem mały, zgrabny nosek. A czasem dosłownie wszystko 😉 Tak, zdecydowanie, podczas pracy w perfumerii zaczęły mi się podobać kobiety 😀 Zaczęłam się im przyglądać.

I wiecie, też niesamowite, że gdy mówiłam o tym pięknie, które w nich widzę, one MI NIE WIERZYŁY. Czasem roniły łzy. Ale zazwyczaj nie wierzyły w to! Bo same tak o sobie nie myślały…

W tamtym czasie poznałam wiele niezwykłych Kobiet. Ale dotknęłam też świata, który mnie przeraził. Świata ZEWNĘTRZA. Świata, który za cel stawia LOOK. A znaczyło to tylko „LOOK…at me!!!”. Było to zakrywanie siebie, udawanie, stawianie sobie za cel znalezienie idealnego odcienia pomadki. I tak co sezon…

Mocno w tamtym czasie wróciłam do moich kumpli.

Ale kobiecość wzywała… 😊

Kilka miesięcy po ślubie, gdy byłam w ciąży z Kornelką, Stachu (bo „Stachu jest tylko jeden: 😊 <3 ) zorganizował pierwszy Weekend Ojców.

Potem drugi.

Pomyślałam, że to skandal 😀

Że jak to może tak być, że on sobie wyjeżdża z chłopakami, a ja nie?

No więc zorganizowałam Weekend Kobiet 😀

Jak to pięknie Pan Bóg wykorzystał moją przekorę! 😀

Historia o tym, jak poznałam mojego Męża, nadaje się na książkę 😉 Ale w skrócie – to dopiero przy nim, dopiero przy jego stabilnym, silnym, męskim ramieniu, zaczęła się rodzić moja ŚWIADOMA kobiecość.

Po niedługim czasie dołączyłam do kilku grup na fb, gdzie kobiety pisały o Bogu, o modlitwie, o swoim życiu wiarą. Najpierw było to dziwne dla mnie. Na fb takie rzeczy?

Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo mnie te grupy ukształtowały i otworzyły. Dały pewności siebie. I też pewności, że „ludzi Boga” jest tak dużo!

Weekendy Kobiet z kolei, które okazały się bardzo potrzebne, stały się dla mnie przestrzenią do budowania i rozwijania mojej kobiecości.

Wiecie… Kiedyś kobiety spotykały się pokoleniowo, prały nad rzeką ubrania, rwały pierze… A dziś? Mało takich fizycznych miejsc, gdzie można spotkać Babeczki o takim samym celu, chcących bliskości z Bogiem, ale chcących też odpocząć i pogadać o swoim życiu. Na Weekendach to się dzieje!

Za nami 12 edycji, a ja mam w pamięci te wszystkie Kobiety. KOBIETY! Każda inna, każda taka piękna! Ale w przeważającej większości nie wierząca w to swoje piękno…

A więc tak.

Kiedyś nie lubiłam Kobiet.

Dziś jestem Kobietami zafascynowana.

Zafascynowana siłą kobiecości.

Duszą, sercem, oczami, wszystkim!

To wielki trud, żeby tak postrzegać swoją kobiecość. Żeby pozwolić sobie na delikatność, kruchość, otwarte serce.

To wymaga wysiłku, żeby być Kobietą.

Ale nie taką Kobietą, jaką chce widzieć „świat”, Kobietą w schemacie. Nie!

Jesteś powołana do wolności! Jesteś powołana do przynoszenia światu piękna, do dawania smaku, jakości życiu! Czujesz to, prawda?

Wiem, że w Twoim sercu jest ta przestrzeń. Nawet, jeśli jest zakurzona, nawet, jeśli zwalił się na nią mur rozbitych nadziei, marzeń czy milion razy złamanego serca. Ta przestrzeń JEST w Twoim sercu.

Masz skrzydła. Masz je. Podejmij decyzję, czy chcesz polecieć.

X